środa, 17 sierpnia 2011

niedziela, która zdarzyła się w środę


czytam, pracuję, na spacery nie chodzę, 
zdjęć też raczej nie robię

książkę szczerze polecam!


----------------------------------------------------------------------
fragment książki - historia która zdarzyła się na początku lat 90, o pieczątce i samotności..

"Pokrzywdzona: Helena Zamorska z Wrocławia 

Dotyczy: użycia niepokojącej pieczątki


Jest rencistką. Poszła raz do urzędu dzielnicowego w sprawie, którą załatwiono, jak trzeba. Przy okazji urzędniczka nie pytając o zgodę wstemplowała jej do dowodu osobistego numer.

„Składa się on z jedenastu okienek i nie wiem, co to może znaczyć” – skarży się rzecznikowi Helena Zamorska.

Urzędniczka nie umiała wyjaśnić, dlaczego wbija pieczątkę i jakie stempel ma znaczenie. Zamorska oburzyła się: nie pytając o zgodę ktoś zadysponował jej dowodem osobistym i jeszcze nie potrafi się z tego wytłumaczyć. Przypomniała sobie: numeruje się rejestrowane prostytutki!

– W tym momencie – opowiada – narodziła się we mnie świadomość prawna. Poczułam, że prawo do informacji, co dzieje się w moim dowodzie osobistym, zostało naruszone. A od praw jest rzecznik.

„Przepracowałam ponad 30 lat w szpitalnictwie – napisała do rzecznika – wiele widziałam, ale nigdy nie spotkałam takiego numeru. Nie wiem, co oznacza słowo PESEL i nie mam możliwości się dowiedzieć.

Jestem samotna – dodała – nie mam żadnej bliskiej rodziny ani też przyjaciół”.

Rzecznik zauważył, że udzielanie podobnych informacji nie ma nic wspólnego z zadaniami rzecznika, ale uspokoił Helenę : „Nie dzieje się wokół Pani nic złego”. Wyjaśnił: każdy ma swój numer. PESEL – to Powszechny Elektroniczny System Ewidencji Ludności; umożliwia zidentyfikowanie obywatela w centralnym komputerze.

– Ucieszyłam się nawet – opowiada – bo myślałam, że o takiej samotnej kobiecie jak ja nikt już nie pamięta, a jednak ciągle centralny komputer ma mnie na uwadze."



10 komentarzy:

  1. Takie historie wbijają mnie w ziemie... komputer, niech mnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. system widzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że czytasz, ale ubolewam, że zdjęć nie robisz.

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak ! Wszędzie komputer wychodzi na prowadzenie. `Numerologia stosowana`, a że urzędniczka nie wiedziała dlaczego wbiła to się nie dziwię. Oni niczego nie wiedzą! Hi hi! Książką mi się podoba!! Czytaj, ale nie polegaj tylko na komputerze!! Hi hi!Pozdrowienia! Essi

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczygiełek jest właśnie w czytaniu. Dorwałam starą, pierwotną wersję książki z 96 roku:)
    Pozdrawiam mieszkankę i mojego miasta:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lata 90...

    najlepsza dekada jaką znam - młodość, ach ta młodość...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  7. Co byśmy czasem zrobili bez komputerów... :) Czasem system nas pamięta, czasem blogowicz :) Stęskniona za Twoimi fotografiami z radością powracam na łono blogspota. :) Ale nie śpiesz się, poodpoczywaj, poczytaj :) A później rzuć jakąś seryjką :) Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam z przyjemnością. Mariusza Szczygła znam z książki o Czechach "zrób sobie raj".

    OdpowiedzUsuń
  9. Komputer też człowiek ;-)
    Twoje zdjęcia przekonują mnie, że warto się uśmiechnąć do września :)

    OdpowiedzUsuń

dziękuję :)