środa, 7 lipca 2010

drożdże


 ponoć trzeba z nimi rozmawiać,
wtedy lepiej pracują ;)













12 komentarzy:

  1. Ostatnie zdjęcie mnie nierozczarowało. tego sie spodziwałam - domowego "polmosu";)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainspirowałaś mnie swoim piątkowym - truskawkowym postem. I choć cierpliwości do produkcji wina nie mam, to postanowiłam, że ja zostanę Specjalistą ds. kompotów domowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. powiedz, co do tych drożdży mówić, bo mi się z ciasta drożdżowego jakiś pumpernikiel zrobił ;-))

    ostanie zdjęcie przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Drożdże jak ludzie, droga Euforko, jak ludzie... :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. A co z tego będzie? truskawkówka? :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Nivejko - domowy zdecydowanie najlepszy :D

    Iwa - oj bulgocze i to mocno, nawet przyjemny dźwięk dla ucha ;)

    Aga - ciesze się bardzo w takim razie :) w zimie takie przetwory są fantastyczne, czuć zapach lata :)

    Emmo do tych drożdży to trzeba bardzo ładnie mówić, tak jak do kwiatków ;)

    Akwarelko prawda, prawda :D

    Magda, to będzie winko truskawkowe :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nasz baniak bulgocze w kuchni, a Twój? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nasz już wylądował w piwnicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo chłodzące fotki!
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam takie butle z dzieciństwa. Ponieważ wódka była na kartki, to nie tylko wino porzeczkowe buzowało w butli...

    OdpowiedzUsuń

dziękuję :)